Kuchnia
Placek z jagodami, czyli lato na talerzu
Placek z jagodami pojawia się u nas na kilka tygodni w roku i zawsze wywołuje to samo: kolejkę przy ladzie. Opowiadamy, skąd są owoce i jak powstaje ciasto.
Deser sezonu
Jagody z puszczy i kruche ciasto
Jagody przynosi nam zbieracz, który wchodzi do Puszczy Romińskiej o świcie i wraca przed dziewiątą z wiaderkami pełnymi fioletowych owoców. Witold Borkowski kupuje wszystko, co przyniesie, i przebiera owoce ręcznie, odrzucając zielone i zgniecione. Z kilograma dobrych jagód powstaje placek na cztery osoby i garnek konfitury na zimę.
Ciasto jest kruche, na maśle, z odrobiną cukru pudru i żółtkami. Witold ugniata je rękami, bo mówi, że mikser go psuje, i odkłada na godzinę do chłodni, czyli tej drugiej, tej kuchennej. Potem rozwałkowuje, wykłada formę i układa na wierzchu jagody tak gęsto, że nie widać ciasta.
Placek piecze się pod folią przez pół godziny, potem bez niej przez dwadzieścia minut. Wychodzi z pieca z fioletowym sokiem, który wsiąka w ciasto i barwi je od spodu. Podajemy go jeszcze ciepłego, z lukrem z cytryny, który Witold rozprowadza łyżeczką po powierzchni.

Dlaczego tylko latem
Sezon jagód
Jagody leśne rosną w Puszczy Romińskiej od początku lata do jego końca. Zbieracz pojawia się u nas kilka razy w tygodniu, a w upalne dni nawet codziennie. Kiedy jagody kończą się w lesie, placek znika z karty bez ostrzeżenia. Witold mówi, że nie ma sensu piec go z mrożonych, bo smak jest wtedy zupełnie inny.
Dla tych, którzy chcą upiec w domu
Goście pytają o przepis, więc zdradzamy ogólne zasady: ciasto kruche z dobrze schłodzonym masłem, jagody bez cukru, żeby sok nie wyciekał za szybko, pieczenie pod folią przez pierwsze pół godziny. Reszta to kwestia ręki, którą Witold ma od lat i której nie da się opisać w jednym zdaniu. Ale zawsze można przyjść i patrzeć.
Zimą z konfitury
Na zimę zostają konfitury. Witold gotuje je w garnku z grubym dnem i wlewa do słoików, które trafiają na półkę w spiżarni. Zimą dodaje się je do sernika i naleśników, a w ciężkie zimowe wieczory goście dostają łyżeczkę na wierzch szarlotki. Smak lata zostaje, tylko podany inaczej. Kiedy sezon się kończy, w kuchni zostaje zapach, który wietrzy się jeszcze przez kilka dni. Witold mówi, że to jego sposób pożegnania z latem. Dodam jeszcze, że wszystko to opisuję bez żadnej przesady, bo tak właśnie było i tak chcemy to zapamiętać.