Dom

Dlaczego w sali nie robimy zdjęć

Zakaz robienia zdjęć w chłodni nie jest kaprysem właściciela. Za każdą zasadą domu stoi jakieś zdarzenie, a ta ma swoją opowieść.

Zasady domu

Jedna twarz w cudzym telefonie

Pierwsze miesiące w chłodni nie przewidywały żadnego zakazu. Goście fotografowali stoły, sklepienie, kulkę w kieszeni ruletki, a hostessa nie widziała w tym nic złego. Dopiero pewnego wieczoru jeden z gości zauważył na ekranie telefonu sąsiada własną twarz i poprosił, żeby zdjęcie zniknęło. Sąsiad się zgodził, ale poczuł się nieswojo.

Rozmawiałem z obydwoma po wieczorze. Pierwszy powiedział, że nie ma pretensji, ale że do chłodni przychodzi po to, żeby na chwilę przestać istnieć w sieci. Drugi przyznał, że nie pomyślał, i że chętnie by się dostosował do każdej zasady, gdyby była. Wtedy zrozumiałem, że zasada jest potrzebna, a przede wszystkim, że obaj będą się z niej cieszyć.

Zakaz wszedł w życie nazajutrz. Hostessa napisała kartkę, ja ją powiesiłem przy schodach, a krupierzy przypominali o niej na początku każdego wieczoru. Przez pierwsze tygodnie goście pytali, czy mogą choć sfotografować kulkę ruletki. Odpowiadaliśmy, że nie, ale że w jadalni mogą sobie zrobić zdjęcie talerza.

Rząd odkrytych kart ułożonych na zielonym suknie

Jak to działa dziś

Wyjątki

Wyjątków nie ma, ale zdarzają się prośby. Jeśli ktoś chce zrobić zdjęcie na pamiątkę, bo obchodzi jubileusz albo przyjechał z daleka, prosimy o chwilę przed otwarciem sali, gdy jeszcze nikogo nie ma. Wtedy możesz zrobić kilka ujęć pustego stołu, lamp i sklepienia. Ludzi w kadrze nie będzie.

Co z naszymi zdjęciami

Zdjęcia, które pokazujemy na stronie, robimy sami, przed otwarciem, kiedy w sali nie ma nikogo. Hostessa układa karty na suknie, krupierka zapala lampy, a ja stoję z boku i patrzę, czy kadr jest uczciwy. Dzięki temu na stronie widać salę taką, jaka naprawdę jest, a nie taką, jaką chcielibyśmy pokazać. Przy okazji nikt nie musi nikomu przeszkadzać.

Co mówią goście

Na początku niektórzy narzekali. Dziś najczęściej słyszymy, że to jedno z niewielu miejsc, gdzie nikt nie wyjmuje telefonu, żeby się pochwalić. Jeden ze stałych gości powiedział mi niedawno, że chłodnia jest dla niego jak sauna dla głowy. Nie wiem, czy to komplement, ale zapisałem go w zeszycie hostessy. Od tamtej pory nikt nie skarżył się na zakaz, a kartka przy schodach pożółkła tylko trochę od lamp. Dodam jeszcze, że wszystko to opisuję bez żadnej przesady, bo tak właśnie było i tak chcemy to zapamiętać.